KORYTARZE 22.01.2026

Bieszczadzkim rzekom grozi katastrofa

Bieszczady Przełęcz Wyżna Fot. Alan Weiss
Widok z Przełęczy Wyżnej na drogę wojewódzką 897. Fot. Alan Weiss

Wójtowie bieszczadzkich gmin wydali decyzje w sprawie kolejnych odcinków rozbudowy Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej. Mimo że ta inwestycja drogowa na odcinku Cisna-Wetlina znacząco ingeruje w koryta i środowisko rzek także na obszarze Natura 2000 Bieszczady i w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, nie wykonano żadnej inwentaryzacji przyrodniczej z zakresu ichtiofauny. Raport inwestora skrytykował ichtiolog prof. Tomasz Mikołajczyk, stwierdzając, że przedsiewzięcie może mieć katastrofalne skutki. Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot odwołało się od decyzji wójta, lecz decyzjom tym nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Prace mogą ruszyć w każdej chwili.

W lipcu 2025 r. Wójt Gminy Czarna wydał pozytywną decyzję dla odcinka drogi wojewódzkiej nr 896 Czarna Górna-Smolnik, a w październiku Wójt Gminy Cisna dla odcinka drogi wojewódzkiej nr 897 Cisna-Wetlina. Są to fragmenty rozbudowy Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej. Zdaniem przyrodników szczególny niepokój budzi odcinek Cisna-Wetlina, który na całej swojej długości (19 km) przebiega wzdłuż trzech rzek – Solinki, Dołżyczki i Wetliny, zlokalizowanych na obszarze Natura 2000 Bieszczady i w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Co istotne, przedmiotami ochrony obszaru Natura 2000 Bieszczady są m.in. następujące gatunki ryb: brzanka, głowacz białopłetwy, minóg strumieniowy i skójka gruboskorupowa.

Naukowcy alarmują

Ichtiolog, profesor Tomasz Mikołajczyk w swojej „Opinii dotyczącej Raportu Oddziaływania na Środowisko i Decyzji Środowiskowej dla przedsięwzięcia pn.: »Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 897 na odc. Cisna-Wetlina« w aspekcie oddziaływania na ichtiofaunę” alarmuje:

„Sytuacja, po pierwsze dziwna, wręcz kuriozalna, a przede wszystkim zatrważająca, gdyż potężna inwestycja na granicy Parku Narodowego, w obszarze N2000 i na całej swojej długości przylegająca do kilku rzek, nie została oceniona i zweryfikowana pod względem jej wpływu na jedną z najważniejszych i najliczniejszą grupę kręgowców jaką są ryby”.

Co może grozić bieszczadzkim rzekom? Jak zauważa prof. Mikołajczyk „ichtiofauna Solinki, Wetliny oraz ich dopływów jest bardzo bogata, co czyni te cieki niezwykle cennymi rzekami o naturalnej, zróżnicowanej strukturze, z bogatą mozaiką siedlisk i wysokimi parametrami wody. Każda nierozważna i szkodliwa ingerencja w ich środowisko może wywołać katastrofalne skutki dla zespołów ryb w nich bytujących (...) błoto, piach, cement i inne materiały mineralne z całej długości budowanej drogi spłyną bezpośrednio lub pośrednio (rowami) do rzek i generować będą permanentną, ciężką, zabójczą dla ryb i innych organizmów wodnych mętnicę”.

Rażące braki w raporcie inwestora

Prof. Mikołajczyk nie pozostawił też suchej nitki na sporządzonym na zlecenie inwestora raporcie o ocenie oddziaływania tej inwestycji na środowisko: „(...) ichtiofaunie poświęcono zaledwie kilka zdań, całkowicie lakonicznych, wręcz banalnych, bez jakiegokolwiek podparcia w publikacjach naukowych, raportach GIOŚ [Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska], danych użytkownika rybackiego (strony postępowania), wynikach badań terenowych, czy wynikach inwentaryzacji przyrodniczej, nie mówiąc już o jakiejkolwiek analizie danych i wnioskach”.

Prace, czyli m.in. budowa przepustów, kładek i mostów, umocnienie dna i brzegów potoków czy rzek, mają być prowadzone w obrębie koryt rzecznych – realizowane będą w całości na terenie obszaru Natura 2000. 

Brak podstawowych danych przyrodniczych w postaci inwentaryzacji przyrodniczej powinien dyskwalifikować ten projekt w całości, ponieważ uniemożliwia ocenę oddziaływania planowanej inwestycji na środowisko, nie mówiąc o zaplanowaniu jakichkolwiek działań minimalizujących. Jak więc mogło dojść do tego, że Wójt Gminy Cisna, a przede wszystkim instytucja powołana do dbania o przyrodę, czyli Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie dali zielone światło tej inwestycji? To rażące naruszenie przepisów, dlatego złożyliśmy odwołanie od obu decyzji 

– komentuje Radosław Ślusarczyk ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

Wójt Gminy Cisna nadał decyzji środowiskowej rygor natychmiastowej wykonalności a Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Krośnie odmówiło wstrzymania jej wykonania więc inwestor – Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzkich – może działać dalej, nie czekając na rozpatrzenie odwołań przyrodników.

Wciąż trwają postępowania w sprawie wydania decyzji środowiskowych dla kolejnych odcinków Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej, zlokalizowanych w Bieszczadzkim Parku Narodowym: Wetlina – Ustrzyki Górne (DW897) i Smolnik – Ustrzyki Górne (DW896). W przypadku tych odcinków kluczowe będzie stanowisko Ministerstwa Klimatu i Środowiska, którego uzgodnienie zastępuje w tym wypadku zezwolenie na odstępstwa od zakazów obowiązujących w parku narodowym.

Koniec dzikich Bieszczadów

Wszystkie rozbudowywane odcinki dróg przebiegają przez główny karpacki korytarz ekologiczny, będący najważniejszym obszarem umożliwiającym przemieszczanie się i bytowanie dużych ssaków kopytnych i drapieżnych, w tym wilka i niedźwiedzia. Kluczowe będzie więc zapewnienie w pełni funkcjonalnych i odpowiednio zlokalizowanych przejść dla zwierząt a do tego potrzebne są rzetelne dane przyrodnicze. Póki co takich raportów nie ma 

– mówi Radosław Ślusarczyk.

Opinia Dyrektora Bieszczadzkiego Parku Narodowego, Ryszarda Prędkiego, w kwestii jakości raportów, dotyczących rozbudowy Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej jest także jednoznacznie negatywna. Dyrektor wskazuje na liczne braki w zakresie inwentaryzacji przyrodniczej, tendencyjne zaniżanie oddziaływania inwestycji i brak odpowiedniej kompensacji przyrodniczej. Mimo ścisłej współpracy ze strony ekspertów BdPN w zakresie udostępniania danych przyrodniczych i wskazywania uchybień oraz zakresu koniecznych poprawek, ich uwagi są od lat lekceważone. 

Rozbudowa Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej to koniec dzikich Bieszczadów. W najmniejszym stopniu rozbudowa tej drogi nie przysłuży się rozwojowi turystyki, bo ludzie jadą w Bieszczady podziwiać  przyrodę, a nie betonozę 

– podsumowuje Ślusarczyk.